Nowy rok, magiczna data w kalendarzu, która za każdym razem przynosi ze sobą presję noworocznych postanowień, planowania wielkich celów, zapisywania często nierealnych postanowień. Jedynym sposobem na to, aby przerwać błędne koło, jest podchodzenie do planowania w taki sposób, by cele były możliwe do realizacji.

Znasz to szczęście, które pojawia się wraz z zapełnieniem punktami – celami pustej kartki? I rozczarowanie, które nie znika w magiczny sposób, bo nie realizujemy tego, co sobie założyłyśmy/założyliśmy?

Powodów, które stoją za tym, że zmienia się rok, inne są cele, a realizacja wciąż wynosi zaledwie kilka procent, jeśli nie okrągłe zero, może być kilka.

Po pierwsze nie planujemy realnie!

Jednym z najczęstszych powodów, dla których nasze cele wciąż pozostają marzeniami w pięknym zeszycie jest to, że nie analizujemy, ile w rzeczywistości czasu i przestrzeni możemy poświęcić na realizowanie swoich postanowień.

Omówmy to na przykładzie popularnym aż do bólu – zrzucaniu wagi po świętach, zwanym pieszczotliwie “nowy rok, nowa ja”.

Sytuacja wygląda następująco: po świętach planujemy schudnąć i w związku z tym chcemy 4 razy w tygodniu chodzić na siłownię. Jeśli do tej pory nie mieliśmy czasu robić tego nawet raz w tygodniu, to raczej marne szanse, żeby bez radykalnej zmiany w planie dnia, nagle wykrzesać dodatkowe 8 godzin.

Tak, osiem! A nie cztery! Tu pojawia się druga kwestia. Nie analizujemy ile dana czynność REALNIE zajmie nam czasu.

Wymienione już wyjście na siłownie, nie zajmuje przecież godziny. Ta jedna godzina to tylko czas trwania zajęć. Do tego trzeba doliczyć czas dojazdu/dojścia, czasu na przebranie się, pobyt na siłowni, znów czas na przebranie się oraz powrót do domu. Razem to raczej 2 godziny. A przy 4 wyjściach na siłownię w tygodniu to łącznie 8 godzin – jeden dzień pracy… Jeśli dodamy jeszcze po 30 minut na prysznic, robi się 10 godzin tygodniowo. Miesięcznie, wymiar czasu odpowiadający ½ etatu. 

Po drugie: cele mają rozmiar słonia!

Kolejny powód, dla którego często finalnie nie osiągamy zamierzonych celów to kwestia rozmiaru naszego celu. Gdy postanawiamy zrealizować zadanie, które jest gabarytów słonia, to niestety efekt będzie taki, że ten cel będzie nas przerażał. Lęk natomiast nie jest długofalowo dobrą motywacją. Owszem, może on doprowadzić do zrywu, który spowoduje, że przez jakiś czas będziemy konsekwentnie pracować nad tym, co sobie założyliśmy, jednak w większości przypadków szybko się on skończy. Lęk nie jest bowiem dobrym motywatorem, ponieważ zabiera nam mnóstwo życiodajnej energii.

W momencie gdy mamy zabrać się za realizację celu, którego może i nazwa jest krótka, ale to ile trzeba się przy nim napracować, możemy zareagować prokrastynacją, czyli nawykowym odkładaniem tego zadania na później. Znasz to uczucie, gdy niezwykle miłe okazuje się nagle sprzątanie lub przegląd ubrań w szafie? Robimy wszystko dookoła, byle tylko nie zacząć pracy nad tym słoniem. Właśnie dlatego, że jest taki wielki.

Co dzieje się dalej? Gdy przegapimy pierwszy termin, na który sami ze sobą się umówiliśmy, strach i przekonanie biorą górę. Zaczynamy święcie wierzyć w to, że nie damy rady z tym projektem. Więc szansa, że jednak do niego usiądziemy i zaczniemy go realizować znowu maleje.

Być może jest to dla Ciebie zaskakujące, ale tyle małych rzeczy, a tak bardzo wpływa na to, jak poradzimy sobie z planowaniem i realizacją.

By odwrócić tę ścieżkę anty-realizacji zaplanowanych celów, przygotowując się do postanowień noworocznych pomyśl o swoich postanowieniach w następujących krokach:

  1. Ile czasu w tygodniu możesz przeznaczyć na realizację celu?
  2. Ile realnie godzin zajmuje realizowanie tego celu za każdym razem gdy do niego siadasz?
  3. Porównaj to z czasem, który chcesz przeznaczyć na to codziennie
  4. Zaplanuj cel, który nie przeraża Cię wielkością
  5. Jeśli Twój projekt jest wielowątkowy, podziel go na kawałki
  6. Gdy poczujesz, że chcesz odłożyć swoje zadania na później, przypomnij sobie po co chcesz zrealizować ten cel.
  7. Ustal realne terminy na zakończenie konkretnych etapów tego celu
  8. Bądź dobrej myśli 🙂

Być może w Twojej głowie pojawia się teraz pytanie – jak te zasady mają się do wyznaczania i realizowania celów biznesowych? Odpowiedź jest prosta: mają się w stu procentach, jednak są jeszcze dodatkowe kwestie, o których trzeba pamiętać, jeśli wyznaczamy sobie kierunki rozwoju firmy:

Nie rzucaj się do innego jeziora!

Jeśli postanowisz, że schudniesz kilkanaście lub kilkadziesiąt kilogramów, to o ile Twój cel nie sprawi, że wpędzisz się w zaburzania odżywiania, a Ty realizujesz go pod opieką specjalisty, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak chcesz dokonać zmiany w swojej firmie o 180 stopni nie myśląc o tym, co tracisz, powinna zapalić Ci się czerwona lampka.

Dobitnie porównując: dotychczasowy dorobek, jaki by nie był, to nie oponka na brzuchu po nadmiarze jedzenia podczas Bożego Narodzenia. Zbyt często, szczególnie w przypadku młodych biznesów, przychodzi nam zarzucanie dotychczasowych osiągnięć.

Spójrz na dane

Dobre planowanie to wyznaczanie kierunku zgodnie z prognozami, które możemy wyznaczyć na podstawie danych, które już mamy. Planując 2021 rok zacząć należy od spojrzenia w bilans. Spójrz na to, ile faktur jest w systemie, jakie są koszta i zyski. Policz rentowność na poszczególnych produktach lub usługach. Nie kieruj się tym, co Ci się wydaje, tylko liczbami.

Podobnie w przypadku marketingu, zerknij na liczby. Liczba fanów, komentarzy, reakcji, wielkość bazy mailowej, to ile z tych wiadomości jest otwieranych, ile wywołuje reakcje, a które doprowadzają do sprzedaży – to dane, które pozwalają planować rozwój np. w przypadku sprzedaży kursów online.

Czasami obrót całej firmy generuje np. kilkunastu klientów. Wtedy analizy będą jeszcze dokładniejsze, bo możesz prześledzić ścieżkę, którą przeszedł każdy z klientów zanim do Ciebie trafił.

Więcej o analizowaniu danych przy planowaniu znajdziesz w materiale wideo: