Co przychodzi Ci na myśl, kiedy myślisz o swoim własnym ebooku? Zapewne pisanie, bo stworzenie dużej formy tekstowej wymaga sporego nakładu pracy. Dokoła samego procesu twórczego jest jednak kilka czynności, na które należy zwrócić uwagę. Dwie z nich warto zrobić, zanim zabierzesz się do pisania swojego ebooka.

Wydanie ebooka może być świetną przygodą zakończoną sukcesem finansowym, jeśli podejdziesz do niego z odpowiednim planem. Wiem, co mówię, bo mam w swoim gronie klientki, które w szybkim czasie zarobiły kilkadziesiąt tysięcy złotych na wydaniu ebooka i takie, które po nieco ponad roku wniosły do swojego budżetu dzięki pisaniu książek w wersji cyfrowej ponad 275 tys. złotych.

Żadna z nich nie osiągnęłaby jednak sukcesu, gdyby nie poczyniły tych kilku kroków. Jakie to działania?

Odpowiedź na pytanie: po co Ci ten ebook?

Zanim zaczniesz pisać, koniecznie należy określić cel ebooka. Nie piszemy dla samego pisania, to strata czasu. Inaczej będziesz bowiem podchodzić do darmowego ebooka, inaczej do takiego na sprzedaż. Ebook może pełnić różne role, może być początkiem lejka marketingowego, który doprowadzi do sprzedaży innych Twoich produktów, może budować wizerunek eksperta.

Załóżmy jednak, że ma być to po prostu produkt, który sprzedasz.

Dopasowanie pomysłu do grupy docelowej

W tym etapie powinniśmy zorientować się na dwóch obszarach: pomyśle na ebooka i kliencie, który ma go kupić. Te dwa apsekty są ze sobą ściśle powiązane, dlatego też konkretyzując, dookreślając swój pomysł, warto zwrócić się właśnie w stronę oczekiwań osób, którym nasz ebook ma pomóc.

Wskazane jest zadanie sobie takich pytań, jak:

  • Dlaczego ktoś będzie chciał sięgnąć po ebook?
  • W jaki sposób moja publikacja polepszy jego życie?
  • Jaki problem pomaga rozwiązać to, co piszę?
  • Dopiero teraz czas na danie główne, czyli pisanie.

 Jak napisać swój pierwszy ebook?

Nie będę w tym miejscu bardzo mocno rozwijała tematu, bo wpis blogowy nie miałby końca, jednak zwrócę uwagę na kilka obszarów.

Po pierwsze – pisz ebook według planu. Pierwsze, co powinno powstać to spis treści, nigdy nie odwrotnie.

Po drugie – najwięksi twórcy podchodzą do kwestii pisania zadaniowo. Czyli – nie ma, że boli, piszę przez godzinę dziennie. Początki w tym zakresie bywają trudne, jednak taki trening pisania szybko wchodzi w krew i pomaga budować dobre nawyki.

Po trzecie – jeśli samo pisanie nie jest Twoim konikiem, możesz wesprzeć się SpeechTexterem (https://www.speechtexter.com), czyli narzędziem, które zapisze to, co powiesz w formie pliku możliwego do edycji. Możesz wtedy wrócić do takich notatek i je po prostu redagować.

Co (poza treścią) potrzebujemy do ebooka?

Niestety, sama treść, choćby była najatrakcyjniejsza, musi zostać podana także ze smakiem, bo tylko wtedy znajdzie odbiorców. Badania pokazują, że nawet przy prostych dokumentach, takie zabiegi, jak podział tekstu na akapity, wypunktowania i pogrubienia, znacznie poprawiają odbiór czytanej treści. A przecież o zadowolenie klientów w wydaniu ebooka, jak przy wprowadzeniu każdego produktu na rynek, chodzi.

Dlatego też na tym etapie ważne jest zadbanie o:

  • kolorystykę,
  • dobór czcionki,
  • layout strony,
  • projekt okładki,
  • mockup (czyli grafika imitująca Twój ebook w formie książki lub np. produktu wyświetlonego na tablecie, czy czytniku).

Jeśli nie zatrudniamy do tego celu profesjonalisty, warto poczytać także o dobrych praktykach przy składaniu tekstu, zrobić kilkukrotną redakcję i korektę.

Mamy ebooka. Co dalej?

Ostatnim krokiem, choć możemy zająć się nim nieco wcześniej, jest umieszczenie naszego ebooka w sklepie, a konkretnie, na stronie sprzedażowej. Tutaj ważna będzie treść, która zachęci czytelnika do sięgnięcia do portfela i sfinalizowania zakupu. Oczywiście w odpowiednim, przyjemnym dla oka układzie.

To jednak nie wszystko. Ebook z założenia jest produktem do sprzedaży masowej. Tak samo jak tradycyjnych książek, nie wydaje się w 10 egzemplarzach, tak samo ebook powinien znaleźć minimum tych 100 odbiorców, aby wynagrodzić nam włożony wysiłek.
Jeśli więc zakładanym minimum jest 100 klientów, oznacza to 100 faktur, do których potrzeba pozyskać dane, 100 maili przekazujących zakupiony produkt.

Mówimy wciąż o wartości minimalnej, a już taka praca może wywoływać lekki niepokój ze względu na jej nadmiar. Teraz wyobraź sobie, że sprzedasz ich tysiąc…

Widziałam taki przypadek na własne oczy. Autor ebooka z dużą nonszalancją podszedł do automatyzacji procesu zakupu… Skończyło się na dużej sprzedaży, wielkich nerwach i tonach sfrustrowanych osób, które musiały czekać na zakupiony produkt.

A sam/a wiesz jak to jest. Zamawiasz ebooka, bo jest natychmiast, a nie dopiero za 2 dni, jak przyniesie go kurier ;), nieprawdaż?